Sudety zachwyciły nas swoim pięknem. Poraziły historią. Z nas wycisnęły wszystkie możliwe emocje.DSC00630 

 

Zaczęliśmy od Osówki ukrytej w Górach Sowich. Tam, w litej skale, głodni i zmarznięci więźniowie obozów koncentracyjnych,wykuli podziemne miasto, po to, by w razie potrzeby, dowództwo niemieckie  miało gdzie się schronić. Podobno życie więźnia zatrudnionego przy tej pracy nie przekraczało trzech miesięcy.

 

Następnego dnia horror zgotowała nam aura. Z naszego cudownego pensjonatu Kosówka w Siennej, przez kopalnię uranu w Kletnie i szukanie minerałów, mieliśmy wejść na Śnieżnik, najwyższy szczyt w Masywie Śnieżnika  (1425 m n.p.m.). Wchodziliśmy we mgle i deszczu. Termometr na szczycie pokazywał 3 stopnie Celsjusza. Wilgotność 100%. Nie wiadomo było jaką porę roku mamy. Nie wszyscy dali radę. Nawet nie fizycznie, choć też było ciężko, ale głównie psychicznie. Część została w schronisku 200 m od szczytu. Ci, którzy weszli, wrócili szczęśliwi, ale zmarznięci tak, że trzeba było ich reanimować.

 

Na szczęście kolejnego dnia było ciepło i słonecznie. W Złotym Stoku płynęliśmy podziemną rzeką, poznaliśmy tajniki przemysłu średniowiecznego i przejechaliśmy się czołgiem wykonanym według planów Leonarda da Vinciego. Te działania były tylko preludium do największej atrakcji dnia, choć dla wielu największego wyzwania, czyli parku linowego z długimi zjazdami tyrolką. Przejście po przeszkodach, ustawionych wzdłuż głębokiego wąwozu, dla cierpiących na  lęk wysokości, było nie lada wyzwaniem. Wszystkim poza panią Agnieszką udało się przynajmniej zjechać tyrolką. 

DSC01919We czwartek malowniczą drogą stu zakrętów dojechaliśmy w Góry Stołowe.  Na Szczeliniec Wielki, kolejny szczyt należący do Korony Gór Polski, wchodzi się po kamiennych schodach. 665 stopni kazał ułożyć na początku XIX w sołtys pobliskiego Karłowa. Prowadzą one do schroniska Szwajcarka. Stamtąd, jak w warszawskim metrze, trzeba przejść przez bramkę, żeby dotrzeć na szczyt. Opłacało się. Niezwykłe widoki z tarasów widokowych, głębokie piekiełko, szczeliny przez które trzeba się było przeciskać, warte były wysiłku. W dodatku w ten upalny dzień mogliśmy nacieszyć  oczy zalegającym w szczelinach śniegiem. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nasz przewodnik nie postanowił zdobyć z nami sprawności, kto najwięcej razy wejdzie jednego dnia na Szczeliniec i jeszcze raz przegnał nas po tych schodkach, po to, by dotrzeć do pobliskiej Pasterki. Wsi, w której czekał nas Klasyczny Team Building, czyli przednie zabawy prowadzone przez instruktorów. 

 

Przed piątkowym wyjazdem zjeżdżaliśmy saneczkami na grawitacyjnej zjeżdżalni o wdzięcznej nazwie Czarna Żmija. W drodze powrotnej zwiedzaliśmy największą europejską twierdzę górską w Srebrnej Górze. XVIII wieczna budowla nadal budzi podziw dla swojej potęgi.Nie mogliśmy oglądać widoków ze szczytu twierdzi, bo przewodnicy ostrzegli nas przed burzą. Ta złapała nas już po drodze. Na ostatnim postoju przy stacji benzynowej pioruny i grzmoty waliły jeden po drugim. Z piskiem przerażenia wsiedliśmy do autokaru. Piorun trafił w pobliski transformator. Wokół zaległa całkowita ciemność.

 

To znak, ze naprawdę była pora zakończyć nasze wojaże.

 

r

l sp

logo

 STALE

WSPÓŁPRACUJEMY:

logo LS

Fundacja Dzielo Nowego Tysiaclecia

mw-logo