Wykorzystując przepiękną, październikową pogodę, TurKoło pojechało na Jurę. Czekali tam już na nas instruktorzy z Adrenalina Park, nasi starzy znajomi, którzy przyodziali nas w fachowe stroje i obwiesili sprzętem. Przypominać zaczęliśmy grupę czeladników szlachetnego fachu kanalarzy - szare lub granatowe kombinezony, DSC018692kaski, rękawice.

Ci, co kręcili nosami na taką modę rychło przekonali się o jej niezbędności. Pierwsza jaskinia - Przekątna Studnia - to zjazd pionowym, niemal dwudziestometrowym szybem i miękkie lądowanie w tłustej, mokrej glinie. Przez lata jaskinia przysypana była właśnie gliną i mozolnie przez różnych eksploratorów odkopana. DSC019392

Podczas, gdy jedna grupa zjeżdżała w dół, druga ucztowała w pobliskich zaroślach, od czasu do czasu przerywając biesiadę, by wyciągnąć kolejnego oblepionego gliną kolegę na powierzchnię.

Potem przenieśliśmy się do Jaskini Księdza Borka. Gdyby chłopaki z Adrenaliny nie powiedzieli nam, że to jaskinia - minęlibyśmy ją sto razy. Oto bowiem w lesie jest sobie niewielki dół, a w nim otwór w skałach. Na oko przecisnąć się nim mógłby ewentualnie zwierz wielkości lisa, a i to nie nadmiernie upasionego. Okazało się jednak, że to najprawdziwszy zacisk, wejście do jaskini, pod którym są dziesiątki metrów korytarzy.  

No cóż, trzeba było wciągnąć brzuchy, zacisnąć zęby i zstąpić ku trzewiom ziemi. A że cały proces schodzenia trochę trwał, uczta w krzakach była kontynuowana.

Na koniec obeszliśmy ruiny zamku w Mirowie, posiedzieliśmy w lokalnym barze...i wróciliśmy do Warszawy.

 

r

l sp

logo

 STALE

WSPÓŁPRACUJEMY:

logo LS

Fundacja Dzielo Nowego Tysiaclecia

mw-logo